Artykuły

Czy można zdradzić przez internet?

Ponad 3 mln Polaków poszukuje nowych znajomości przez Internet. Co trzecia osoba, która nawiązała znajomość za pomocą sieci, spotkała się ze swoim partnerem w rzeczywistości, a co czwarta uprawiała seks.Dziś każdy z większych portali internetowych oferuje serwisy randkowe, na których według statystyk zarejestrowany jest, co 40 polak – a co najbardziej zaskakujące ponad jedna czwarta z zarejestrowanych to osoby przebywające w stałych związkach.
 
Do internetowej zdrady dochodzi znacznie łatwiej niż do zdrady w świecie realnym. Tutaj odległość, sytuacja finansowa czy przyzwyczajenia zupełnie nie mają znaczenia. Anonimowość daje nieskończone możliwości wykreowania własnego wizerunku – alter ego, człowieka, którym chcielibyśmy być. Osoba poznana na „chacie” czy „gg” staje się odskocznią od codziennej rutyny, nierzadko spełnieniem fantazji lub najprostszą formą kochanka idealnego. Trudno się dziwić skoro kobieta drogą mailową nie może zrzędzić „Wynieś śmieci! Gdzie byłeś tak długo?! Zajmij się dzieckiem! Posprzątaj!” – a już na pewno nie może nas kontrolować – znika wraz z naciśnięciem guzika „Power”. 

Zdrada to nie tylko seks. Dla większości kobiet zdradą są już same marzenia o innej kobiecie, niepohamowana chęć rozmowy i czułe sms’y. Jak pisze na jednym z for internetowych młoda mężatka Gosia:
„Dla mnie zdrada w internecie zaczyna się wtedy, gdy przybiera twarz konkretnej osoby – gdy więcej myśli się o wirtualnym ktosiu niż o partnerze, gdy mówi mu się wiecej, gdy bardziej interesują sprawy dotyczące ktosia niż partnera. No i gdy zaczyna się okłamywać partnera by móc spędzić trochę czasu na necie z wirtualnym obiektem uczuć. Co, jak co, ale zdrada nierozerwalnie kojarzy mi się z kłamstwem”.

Internetowy znajomy na tyle różni się od partnera, że zawsze jest na wyciągnięcie ręki i zawsze jest w stanie napisać miłe słowa, nawet, jeśli ma za sobą okropny dzień. Nie widzimy jak trzaska drzwiami, miota się po mieszkaniu czy przeklina kopiąc nieposprzątaną stertę brudnych ubrań. Pokusa jest dość duża: 
„Dokładnie tak wyglądała zdrada mojego męża. Zaczęło sie od internetowych rozmów, przez coraz intymniejsze rejony do “cyber seksu”, a potem poleciało juz z górki, spotkanie, pół roczny związek w realu. Kiedy się dowiedziałam – świat mi się zawalił. I najbardziej boli ta bliskość, która od interenetu się wytworzyła, te emocje” pisze kobieta o nicku „Zdradzona”.

Skoro jedno z małżonków woli godzinami rozmawiać z obcą osobą zamiast zająć się żoną czy mężem, to, chociaż nie musi to wcale oznaczać chęci zdrady fizycznej, jest to jednak bolesne dla drugiej osoby. I może być przecież początkiem romansu, a więc zdrady. 
Internet to medium tak samo fascynujące, jak niebezpieczne. Można poznać wielu wspaniałych ludzi, nawiązać znajomości na całe życie. Można też popaść w szaloną fascynację kimś, kto w rzeczywistości nie jest tego wart. Trzeba zachować dystans, bo nie słysząc głosu, nie widząc wyrazu twarzy i gestów nie wiemy, kto tak naprawdę znajduję się po drugiej stronie kabla i dla kogo ryzykujemy nasz związek. 

Źródła:
www.onet.pl
www.kobieta.wp.pl
www.psycholohiainternetu.fora.p

 _________________________________________________

 

Chcę być chuda!

Co dzień mijamy je na ulicach miast, widujemy w telewizji, spotykamy w dyskotece. Same o sobie lubią mówić „motylki”. W ciągłym wyścigu do wymarzonego celu – chorobliwie szczupłej sylwetki. Trudno jednoznacznie określić gdzie zaciera się granica miedzy dbałością o figurę a batalią przeciwko własnemu ciału.

ED to ogólnie przyjęta nazwa zaburzeń odżywiania. Do najczęściej spotykanych należą anoreksja i bulimia.
Badania przeprowadzone w 2006 roku w Stanach Zjednoczonych wskazują, że co trzecia dziewczyna w wieku od 11-25 lat deklaruje chęć obniżenia swojej masy ciała, a co piata odchudza się stosując nierzadko drastyczne metody. ED to jedna z najpopularniejszych chorób XXI wieku a liczba przypadków śmiertelnych wciąż gwałtownie wzrasta.

Dużą rolę w świadomości młodych ludzi mają masowe media, które kreują wizerunek życia idealnego. Wprost ze szklanego ekranu uśmiechają się do nas kobiety wyzwolone, szczęśliwe i pożądane przez mężczyzn, które w domyśle zawdzięczają to wszystko szczupłej sylwetce i sukience w rozmiarze 36. Wizja zmian swojego życia na lepsze dzięki utracie kilku kilogramów wydaje się być dość kusząca – zwłaszcza w trudnym okresie dojrzewania gdzie młode osoby są wyjątkowo wrażliwe na punkcie własnego wyglądu. Jednak przyczyn zachorowań na bulimię i anoreksję jest tak wiele ilu samych chorych, każdy, bowiem może opowiedzieć obszerną historię walki z własnym ciałem.

O swoim problemie mówi siedemnastoletnia Danka:”Szkoła średnia uwidoczniła mi moją ‘inność’. Koleżanki w klasie wyglądały jak miss universe a ja jak paczka chipsów bekonowych przed otwarciem. Jakby tego było mało- w domu sytuacja stawała sie coraz bardziej napięta. Problemy rodzinne urosły do niebotycznych rozmiarów i stały się nie do pokonania. A zatem odważyłam sie zrobić cos ze swoim ciałem. Krępowało mnie spojrzenie dziewczyn w szatni na w-f. Nie jadłam prawie nic przez 3, czasem 4 dni a potem jadłam za cały tydzień i dużo czasu zajmowało mi “wyrzucenie z siebie” tego, co zjadłam. Wymiotowałam średnio 10 razy dziennie, czasem częściej. Po trzech miesiącach organizm oddawał wszystko bez mojej ingerencji. Nawet po herbacie czułam się “zbyt pełna” a zatem i ją zwymiotowałam.”

Śmierć bez recepty.
Osoby chore na ED często prócz „tradycyjnych” metod odchudzania sięgają po leki dostępne w aptekach bez recepty. Środki takie jak herbatki przeczyszczające, „Senes” w
tabletkach, ananas w kapsułkach, L-karnityna to tylko niektóre z powszechnie dostępnych „wspomagaczy”. Środki te pozbywają organizm niemal wszystkiego, co kilka minut wcześniej zostało zjedzone, pomagają w wypróżnianiu, wymiotach i spalaniu praktycznie nieistniejących już kalorii. Nierzadko pełnią funkcję narkotyzującą, poczucia błogiego stanu odprężenia lub pobudzenia – podczas ich działania zanika, bowiem apetyt. Do najpopularniejszych z nich należą pozornie nieszkodliwe tabletki przeciwkaszlowe „Tussipect” zawierające efedrynę – pochodną amfetaminy, która w połączeniu z kofeiną (kawa lub cola) daje pełnowartościowy narkotyk.

„Zdecydowałam sie na drastyczny krok- tussi. Kupiłam w kilku aptekach po dwa opakowania tabletek na kaszel o nazwie “Tussipect’ i zażywałam po 7-8 dwa razy dziennie popijając je kawą lub colą. Efekty były zdumiewające. Moje spodnie z rozmiaru 32 spadły na 28.”
Środki dostępne w aptekach bez recepty, jak każdy inny narkotyk mają właściwości silnie uzależniające i doprowadzają zniszczony już drakońską dietą organizm do granic możliwości.
„Skoro z Bogiem żyję już całkiem na bakier zostało mi tylko zacząć korzystać z życia, a więc powoli dogorywać. Czyli będę ćpała na potęgę. Po co? Żeby schudnąć. Zrobię wszystko, żeby osiągnąć jeszcze niższą wagę. Nie mam dolnej granicy. Oby jak najmniej” – mówi siedemnastoletnia Olga.

Blogowy krąg “motyli”.
Wystarczy wejść na któryś z większych portali blogowych a w wyszukiwarce wpisać jedno z haseł: „ED”, „pro-ana”, „bulimia”, „anoreksja”. Naszym oczom w przeciągu niespełna sekundy ukaże sie sznur linków. Po wejściu na jeden z takich blogów wzbogacimy naszą wiedzę na temat ED o naprawdę drobnostkowe szczegóły. To zadziwiające i przerażające jednocześnie, z jaką lekkością dziewczyny opisują każdy dzień swojego życia, każdy strawiony posiłek, metody, jakie zastosowały celem zmniejszenia wagi a nawet czas, jaki poświęciły na torsje (wymioty). Takich przykładów jest mnóstwo a blogów miliony (a liczba wciąż rośnie!).

Co więcej dziewczęta zakładają dla siebie “internetowe grupy wsparcia”, dopingują się, motywują do dalszego odchudzania, wymieniają się wskazówkami i doświadczeniami.
Na jednej z takich stron można znaleźć specjalny regulamin wzorowego „motyla” – skrajny „dekalog” każdej głodującej się dziewczyny mówiący min. „Jeśli nie jesteś chuda, to znaczy, że nie jesteś atrakcyjna”, „Nigdy nie jesteś zbyt chuda” lub „Mając kontrolę nad własnym ciałem dajesz przykład silnej woli”.

Samo leczenie ED nie należy do najłatwiejszych, często, bowiem przeprowadzane jest wbrew woli pacjentki. Smutą prawdą jest również fakt, że w dalszym ciągu brakuje doraźnej, profesjonalnej i dobrze zaplanowanej pomocy dla chorych. Często ośrodki terapeutyczne nie potrafią zaoferować prawidłowej terapii i wykwalifikowanego personelu – bo wciąż nasza wiedza o ED to początek góry lodowej. Jak opisuje Wanda, bohaterka książki „Przeklinam cię Ciało” – „Każą się nam też oglądać w wielkich lustrach, wygląda to trochę jak taniec szkieletów w sali baletowej. Psycholożka uważa, że taka terapia da rezultaty, przemówi do naszej wyobraźni. Nie rozumie jednak, że każda z nas doprowadziła się do tego stanu świadomie, nie akceptując siebie w poprzednim wydaniu. Nam się niestety nasza chudość podoba i nie pomoże tu z pewnością lekcja baletu.”

 

Źródła:

http://bez-recepty.pgf.com.pl/index.php?co=artyk&id_artyk=226
http://forum.glodne.pl/index.php
http://motylo-licznik.blog.onet.pl/
W. Lachowicz „Przeklinam cię, ciało”

__________________________________________________

 

O kulcie dziewictwa

Oh dziewictwo! Tak upragnione przez tych, co już nie mają i tak znienawidzone przez tych, co stracić nie mieli okazji… Bronione przez córek surowe matrony, przez ojców doglądane – przez ciotki, siostry, sąsiada brata i babci kuzyna obgadywane. Uśmieszkiem zawstydzonym wśród koleżanek wytykane. Jakże upragnione, jakże kultywowane, nowe, nietknięte, „zaplombowane” …

Umiłowanie do numerków z dziewicami nie jest specjalną nowością. Śmiem twierdzić, że tak stare jak sama prostytucja. Historia dość obszernie opowiada o tym, jak to amatorzy owej atrakcji słono płacili za możliwość wprowadzenia dziewki w świat dorosłych. Płacili, bo szukali nieskalanych grzechem młodzianek nie gdzie indziej niż w świątyniach rozpusty. Swoją drogą ciekawe gdzie musi biec myśl człowieka, który na poszukiwanie dziewicy wybiera się do burdelu…
Jako że świętych w domach publicznych ci niedostatek – a klienta wypadało zadowolić – trzeba było cnotę „stworzyć”. Potrzeba matką wynalazku a więc żeby wyprodukować przyzwoitą dziewicę stosowano szereg różnych – nie zawsze humanitarnych sposobów. W „obiegu” była nawet tradycyjna igła i nić – zaszywano niewieście to i owo tak, aby kochanek mógł osobiście utorować drogę, ku własnej bezgranicznej uciesze. Smarowano maśćmi obkurczającymi, które po zastosowaniu przez pomyłkę jako wazelina do ust mogła przynieść dość widowiskowy efekt. Wypychano się przeróżnymi wynalazkami, kaleczono, eksperymentowano i suto na tym zarabiano. Dlaczego? Była potrzeba – była i metoda. Jest dalej. Bo naiwnym jest ten, kto powie, że dziś takie rzeczy nie mają miejsca.
Oprócz pozorowania, próbowano także chronić. Legendarne „pasy cnoty” nie były, jak powszechnie się sądzi, domeną rycerzy i królewn z średniowiecznych romansów, a mieszkańców słonecznej Italii. Prawa autorskie należą się skąpym i zachłannym kupcom, którzy brali sobie za żony młode dziewczęta i zostawiali je w domach, podczas gdy sami wyjeżdżali na dalekie handlowe wyprawy. Widocznie mieli się czego obawiać… Kompleksy? Ach… to bezgraniczne zaufanie…

A dziś, zamiast pasu cnoty mamy „Be virginity”. Bo taką oto mało tajemniczą nazwę nosi dość głośna ostatnimi czasy akcja promowania dziewictwa. Znana firma trudząca się ubieraniem polskiej społeczności „Fashion House” na spółkę z bożyszczem nastoletnich buntowników i wyborców PO – Kubą Wojewódzkim próbują zachęcić polską młodzież do wstrzemięźliwości seksualnej tak długo, jak się da… no a przy okazji, zupełnym przypadkiem – do kupna kilku ciuchów House’a. Chociaż nie – najpierw niech kupią kilka ciuchów House’a.
O ile paranoją można by nazwać stworzony na te potrzeby, mega prowizoryczny projekt ustawy „O promocji dziewictwa i miłości czystej na 69 sposobów” o tyle komentarza dla jej treści już mi brak. Gwarantowałaby między innymi wynagrodzenia pieniężne za utrzymywanie „popędu” na wodzy (i pewnie koszulkę House’a gratis). Trochę paradoksalnie strona internetowa akcji, jak i plakaty, które oklejają już połowę miasta dość jednoznacznie się kojarzą. Cóż – widocznie taki niecny plan… no i trochę mało realny w praktyce – toż jak sprawdzić czy mężczyzna już „po”…

Cóż tak ekscytującego jest w inicjacji? Co już od wieków sprawia, że amatorzy defloracji wyciągają z portfeli grube pieniądze za noc z udawaną dziewicą? Czy to tak rozsławiona, choć nie zawsze prawdziwa cecha „zdobywcy”? Być może… Duży wpływ ma zapewne kultura i religijność (bądź jej brak). Bunt przeciw zasadom, że tylko po ślubie, że tylko z żoną – łamanie ich, samo w sobie, było i jest ekscytujące. Pamiętam jak niegdyś katechetka w szkole wbijała nam do głowy, że kobieta dziewicza dla swojego faceta jest jak zdrowe, zielone jabłko – nie dziewica – jak jabłko, które ktoś już pogryzł i poślinił… Do dziś po nocach śni mi się dziwactwo tej kobiety…
W kulturze arabskiej mężczyźni marzą o tym, żeby zginąć podczas dżihadu – wtedy na „szczęśliwca” czeka w ogromnym, rajskim pałacu nagroda w postaci pięknych, wygłodniałych niewiast po to, by spełnić każdą ich fantazję… a terrorystów przybywa….

Mówi się, że pozbawienie człowieka cnoty to również pozbawienie całej aury świątobliwości, a jeśli owa aura jest jedyną wartościową rzeczą, jaką posiada, jej strata będzie niepowetowana. I to chyba cała tajemnica – cnota pojawia się rzadko, jest jak rarytas, jak smażone trufle w kawiorze na obiad. Dlatego też wymyślało się i wymyśla szereg „metod zastępczych”, kiedy to już pierwsza szansa jakoś… sama tak się straciła…

Make a Comment: ( None so far )

blockquote and a tags work here.

Liked it here?
Why not try sites on the blogroll...