Second-handing, money spending…
Za czym kolejka ta stoi? Za czym stoi kolejka ta…
Niewątpliwie ważnym wydarzeniem okazuje się poniedziałkowa dostawa w osiedlowym „szmateksie”.
Tłumnie nadciągają amatorzy używanej odzieży, uzbrojeni w kilka groszy i dość obszerne torby – aby wszystko „wygrzebane” i co nadaje się do noszenia się ładnie zmieściło.
Kolejka się niecierpliwi. Przebiera nerwowo nogami, zagryza wargi i spogląda przez sklepową wystawę w głąb ciuszkowego raju. Może sępi wzrok wypatrzy jakąś wartą poświęcenia zdobycz. Zamek w ciężkich metalowych drzwiach szczęknął złowieszczo. Tłumek porywa się do przodu. Aby bliżej!
Wreszcie chwila upragniona – tak wyczekana… otworzyły się wrota!
I poszliiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii…..
Second handy wciąż cieszą się niegasnącą popularnością. Nawet więcej – popularność ta ciągle ewoluuje na wyższe poziomy wtajemniczenia. Ale każdy wie jak jest. Oficjalnie nikt w TAKICH sklepach nie kupuje. Bo to nie jest do końca higieniczne… że coś tam, że po kimś to już nie to samo… Oficjalnie. Jakoś nie widać tej odrazy, kiedy to jak grzyby po deszczu wyrastają nowe – coraz to większe i lepsze „Szperaczki”, „Top ciuszki” (a najbardziej lubię nazwę „Odzież Światowa”). Nie widać żadnych wątpliwości ani obrzydzenia – tak samo jak nie widać tułowia co poniektórych klientek w czasie nurkowania w wielkim koszu używanej bielizny.
Bo w lumpeksie można znaleźć nie lada okazy. Kreacje sylwestrowe za kilkanaście złotych, ubrania znanych marek – od podróbek „D&G” poprzez Nike, pięcio-paskowy Adidas… no i nie demonizujmy – kilka ładnych szmatek na pewno się znajdzie… w końcu coś musi przyciągać amatorów polowań.
Jednak sklepy te wśród kilku innych mają jeszcze jedną, zasadniczą wadę – egzemplarze tychże szmatek są pojedyncze. A jeśli są pojedyncze obowiązuje żelazna zasada „kto pierwszy ten lepszy”. U ludzi taka postawa wywołuje zwierzęce instynkty:
- Pani! Jak ja byłam tam, na drugim końcu sklepu to już widziałam tą bluzkę. Mówię sobie „obejrzę tutaj spodnie dla męża i sobie ją wezmę przymierzę…” A PANI MI TU BUCH DO KOSZYKA NO KU**** MAĆ! I CO PASUJE? PRZYMIERZYŁA PANI CHOCIAŻ CZY TO TAK NA ZŁOŚĆ PANI ROBI?!
Najlepiej widać to na przykładzie, kiedy ekspedientka wychodzi zza zaplecza z naręczem nowych wycenionych ciuszków. Atak następuje już przy drzwiach. Pomiędzy wieszakami śmigają już tylko czubki głów zbliżających się złowieszczo jak rekiny. Nie lada adrenalina… sprzedawać w second handzie to jak grać na żywo w Pacmana…
Era ciucho-landów trwa w najlepsze, większość z nas znajdzie w swojej szafie choć jedną używaną rzecz. Mimo tego, że w dalszym ciągu wspina się na wyżyny popularności – robi to z powagą godną mnicha. Wspina się bowiem po cichu – bo „kupiono w sklepie w używaną odzieżą” nie brzmi już tak… zacnie i bogato jakbyśmy chcieli się prezentować.
Co tam małe kłamstewko…




Z takiego sklepu to mam ino plecak, bo nigdzie nie było takiego jakiego chciałam, tylko albo dziecinne albo niepraktyczne. Ale plecak to nie to samo co majtki.
zimbabwe
kwiecień 27, 2008
A ja sobie kupiłem bluzę jak jechałem do Niemiec na roboty, przepraszam, do pracy na budowie:PP
Lupus
kwiecień 27, 2008
Powróciłam z wygnania i jak zwykle zastałam coś ciekawego xD
Z „Odzieżą Światową” jeszcze się nie spotkałam, ale przyznać muszę, że nazwa “robi wrażenie” xDDD
Pozdrawiam.
MoRmi
kwiecień 29, 2008
nigdy nie byłam… jakoś nie mogę się przemóc…
Pinka
kwiecień 30, 2008
A ja lubię “nurkować”, szczególnie jak potrzebuję coś na raz! Mam taki jeden sklepik z markowymi ciuchami, są o połowę tańsze, bo to końcówki ze sklepów! To chyba przecena? Buzia
lis rudy
maj 2, 2008
końcówki ze sklepów to chyba coś innego niż szmatex???
Pinka
maj 3, 2008
Wydaje mi się że tak
Szmatex różni się tym że jest “używany” 
Wielokropek
maj 4, 2008