O sztuce przepraszania

Posted on styczeń 13, 2008. Filed under: 1 | Tags: , , , |

Kunszt używania słowa “przepraszam” jest nieodłącznym atrybutem kultury osobistej. Zaraz obok „dziękuję, proszę, dzień dobry”. O ile same przeprosiny, do przeprosin są podobne.

Razu pewnego, mój przyjaciel zaliczył kontakt pierwszego stopnia z maską rozpędzonego Forda. Leżąc wśród szarości asfaltu, pomiędzy jednym kołem swego (byłego już) roweru a drugim, usłyszał pełne pokory i współczucia: „Sorry koleś, nic ci nie jest?”. To jakby zostać pozbawionym przez kogoś kończyny w czasie zabawy piłą tarczową i w ramach skruchy usłyszeć „sorry koleś”. Trochę mało przekonujące.
Sami też, stojąc choćby w kolejce do kasy, zostajemy poturbowani „z bara” od kolesia w eleganckim, oryginalnym, zakupionym na bazarze dresie. Choć jak na ironię, panom w eleganckich garniturach też się przytrafia dość często chamem być. Tu zachodzi jeszcze ciekawsze zdrobnienie. Usłyszymy bowiem „sorka, sorx,” a w najlepszym przypadku, lotności umysłu i weny twórczej chama, poleci w naszym kierunku coś z cyklu „legendarne języki obce” - łacina podwórkowa. Tak w ramach niewinnych przeprosin, zadośćuczynienia – jak kto tam sobie indywidualnie interpretuje…
Wśród modnych zamienników „przepraszam” występuje też „pardon”(czyt. pardą). Wymawiane z niezwykłą elegancją, ze stosownym akcentem godnym francuskich arystokratów. Głównie przez amatorów taniego wina marki „wino” w ramach pozbycia się poczucia winy za zarzyganie schodów pod delikatesami…
„Pardon” używane jest też zazwyczaj w przypadku działania niechcianych dźwięków wydawanych przez nasze ciało jak np. bekanie. Dlatego też jest dość popularne wśród bywalców jadłodajni gorszych kategorii, stołówki dla bezdomnych lub zakrapianego grilla w męskim gronie.
Wśród mniej spopularyzowanych form przepraszania można znaleźć również „abrakadabra”  którego nikt nie kuma, ale czymże jest życie bez odrobiny kolorytu… Korzysta się też chętnie z wizerunku legendarnego wodza indiańskiego plemienia Apaczów – Winnetou. Niegdyś moja osobista rodzicielka usłyszała „No sorry winetu, ale pani to dłużej u nas nie popracuje”.

„Sorry” wydaje się być wygodne, nowoczesne, luzackie – przede wszystkim krótkie i mniej wzniosłe niżeli „przepraszam” i nie mam nic przeciwko jego stosowaniu – o ile potrafimy wyczuć moment. Czasem można w kimś obudzić rządzę mordu.

Make a Comment

Make A Comment: ( None so far )

blockquote and a tags work here.

Liked it here?
Why not try sites on the blogroll...