Nie dla idiotów - nie to co w szkole
Polskie szkoły są na dość wysokiej lokacie, jeśli chodzi o poziom edukacji w Europie – szkoda, że tak niewiele ma to wspólnego z poziomem inteligencji wśród naszej złotej młodzieży – bądź, co bądź przyszłości kraju.
Bez zbędnych upiększeń i zabiegów – szkoła dziś nie uczy – szkoła „wynagradza” ciepłe kluchy z umiejętnością szybkiego i krótkotrwałego przyswojenia ogromnej ilości materiału. Szkoła wynagradza pokorne wkuwanie, bezmyślne i mechaniczne odtwarzanie. Szkoła dziś, nie jest szkołą – jest azylem dla idiotów i więzieniem dla ambitnych.
Przeraża mnie trochę to, że zdecydowana większość uczniów traktuje słowa wkuwanie/nauka jako swoje synonimy. Jasne, znajomość wszystkich pierwiastków chemicznych czy nazw księżyców Jowisza jest dość imponująca – tylko prawdę mówiąc, mało przydatna. Właściwie o przydatności można podyskutować dopiero, gdy ta przyswojona „wiedza” zostanie w naszej mózgownicy, dłużej niż standardowe uczniowskie dwa tygodnie.
Porażką dla intelektu jest też nasza, chwalona w europie poziomem trudności, matura. Prawda jest taka, że każdy idiota może ją zdać – o ile zdecyduje się sprzedać swój czas na bezmyślne wkucie materiału. Dość pokaźną zapłatą będzie zapewne przepustka do świata studenckiego, gdzie nawet przy dalszym braku chęci włączenia trybu „myślenie”, ze zmysłem kombinatorskim, otrzymać można niebrzydki dyplomik. Bardzo niewielu młodych ludzi wybiera taki kierunek studiów, jaki ich interesuje – większość podpiera się stwierdzeniem „tylko tam mnie przyjęli” a najczęściej po skończeniu studiów nie wiedzą, co ze sobą zrobić, bo nie posiadają żadnej przydatnej wiedzy, lub wcześniej nabyta drogą tępego wkuwania, najzwyczajniej się ulotniła. Nie mając planów na przyszłość, prawdopodobnie powiększą grono bezrobotnych.
Matura ma również tą zasadniczą wadę techniczną, że wszystkie umysły – tysiące uczniów w Polsce, traktuje tym samym „kluczem do zadań”. Klucz do zadania, gdzie wymaga się własnej opinii lub szerszej wypowiedzi, to największy idiotyzm, jaki powstał. Wykazanie się inteligencją czy własnym zdaniem (bądź, co bądź poświęceniem większym niż reszta odtwarzających dyktafonów umysłowych) – jakiekolwiek próby myślenia są karane – bo klucz do zadania przewiduje inną odpowiedź. To klucz określa jaki powinniśmy odtworzyć proces myślowy – nie my sami, ani już nawet nauczyciele.
Nauczyciel staje się tylko mechanizmem do „zaliczenia” kolejnych słupków na planie realizacji programu – nie jest dziś ani mentorem, ani autorytetem, a coraz częściej w przekazywaniu wiedzy kurczowo trzyma się określonego w wymaganiach programu minimum. Ze świecą by szukać nauczyciela z powołania – który poza oceną zostawi również odrobinę oleju w naszych głowach. Taki, który czuje potrzebę nauczenia, taki, który nie uznaje korepetycji – bo to jego zadaniem jest napełnić mózgownicę, nie studentom, którzy przeszli tą samą ścieżkę.
Jeśli tak wygląda nauka, jeśli to jest jeden z najlepszych systemów nauczania w europie – to dlaczego fizyk z doktoratem pracuje w Biedronce a budowlaniec po zawodówce może obracać tysiącami złotych dziennie?



