Jesienna deprecha
Zaczął się wrzesień (no co ty, serio?). Tak więc, dzieci radośnie ruszyły do szkoły. Głodne przyswajania wiedzy, doskonalenia umiejętności kombinowania (tak, żeby się od tej wiedzy wymigać), poznawania nowych ludzi, poszerzania horyzontów, zaciągania się papieroskiem w szkolnej ubikacji i… bezstresowego ćwiczenia w gronie przyjaciół wartościowego języka obcego – łaciny podwórkowej.
(usłyszane dziś na przystanku)
„- Siema, jak tam w budzie?
- A weź wyper***aj”
Czarujące.
Jest pierwszy tydzień września. Media, oznajmiają nam jakież to kataklizmy się z tym wiążą. Straszna pogoda, wzrost cen, wybory i… jesienna depresja.
Przygotowałam się na to. Pozakręcałam gaz i wodę w mieszkaniu, co by mi coś głupiego do głowy nie przyszło. Zakupiłam asortyment wszystkich leków, jakie reklamowano – przeciw grypie, przeciwbólowe, przeciwkaszlowe, krople na katar, jakieś rozweselające niebieskie pigułki i dwie torby antydepresyjnych i antystresowych. W wiadomościach mówili, że jesienna depresja atakuje z znienacka. Zamknęłam drzwi i okna. Zakupiłam konserwy i puszki dla kota, bym nie potrzebnie nie musiała wychodzić na tą „straszliwą pogodę”. Trzeba zredukować czynniki wywołujące depresję niemal do zera. Pogoda, praca, stres, zła atmosfera, złe prądy (cokolwiek to znaczy), obciążenie obowiązkami, znienawidzenie własnego widoku w lustrze i najważniejsze – brak odporności na wyżej wymienione czynniki. Puszczę sobie muzykę relaksacyjną i zamknę się w tekturowym pudle – tym po nowej pralce. Wyjdę z niego w marcu i wszystko będzie dalej kolorowe i superaśne. Tak, to jest pomysł…jestem genialna!
A tak na serio. Wrzesień. Co powiecie w listopadzie? Nie wiem, co jest gorsze: ta cała jesienna depresja czy media, które nas w nią delikatnie popychają.
„Bo MUSISZ mieć te leki antydepresyjne, bo jesteś NIENORMALNY skoro depresji jesiennej nie masz. Nawet jak jej nie czujesz to my Ci mówimy, że ją masz. A jak my mówimy to Ty słuchasz. Kup sobie ten DEPRIM i łykaj zawsze jak tylko poczujesz się trochę zmęczony albo smutny – one w sumie nie działają, ale łykaj, bo wiara czyni cuda.”
Jestem ciekawa, czy ci z reklam widzieli kiedyś człowieka z depresją. Albo czy ci, którzy te tablety pochłaniają i są przekonani, że są ofiarami depresji.
Jesteśmy tak straszliwie pokrzywdzeni przez los? Bo co? Bo deszcz pada? Bo praca wróciła? Kiedy się z nią żegnaliśmy to nie mówiła, że nie wróci… Depresja to straszna choroba a nie zły humor z powodu pogody czy innej pierdoły. Ludzie mają inne, znacznie większe problemy niż to, że jesień idzie czy coś w tym stylu. Dajcie spokój.
Amen.
Heh… kot próbuje złapać łapkami krople deszczu spływające po drugiej stronie szyby…Takiemu to dobrze…






