Miłość
W wyniku tego, iż komentujący mężczyźni na moim blogu są w mniejszości mogę zająć się „babskim” tematem. To, o czym podobno kobity potrafią gadać godzinami, czytać godzinami i oglądać na ekranie telewizora (choć wg. mnie to debilizm, że kobietom przypisuje się najlepszą znajomość tematu spraw sercowych). Nie przedłużając – rzecz będzie o miłości. O tym, o czym mówi większość utworów muzycznych (podobno śpiewa się o miłości, bo jest zagadnieniem z największą liczbą określeń i tematów)
Jak myślicie:, kiedy można powiedzieć, że kogoś się kocha?
Przecież miłość to nie wpatrywanie się w siebie jak w święty obrazek, to nie maślane oczy i przytulanie na ławce w parku. Miłość to nie dywan wyłożony płatkami róż i kosz kwiatów. Miłość to nie przyssane do siebie pijawki na przystanku autobusowym ani potok słów w listach miłosnych. Miłość to nie pudełko czekoladek z napisem „Kocham Cię”. Nawet pokuszę się o stwierdzenie, że miłość to nie, kiedy ksiądz mówi „czy ty ślubujesz” a on mówi, że tak.
Kochamy człowieka, kiedy widząc, że wygląda fatalnie, ma 40 stopni gorączki i cieknący nos mówimy „połóż się ja zrobię herbatę”. Kochamy człowieka, kiedy widzimy nieopuszczoną deskę klozetową, buty na środku pokoju, bałagan na biurku i potrafimy zaakceptować. Potrafimy po kilkunastu latach życia razem cieszyć się z powrotu do domu z pracy. Kocham Cię za to jak pijesz sok prosto z kartonu, kocham Cię, kiedy po raz dziesiąty wracasz do mieszkania zapominając kluczyków, kiedy robisz błędy ortograficzne na kartce z zakupami
Kocham Cię za to, że kiedy otwieram usta wiesz, co chcę powiedzieć. Kocha się człowieka, kiedy pod koniec życia dziękujesz bogu za to, że mogłeś dzielić z nim dzień… mimo wszystko.
Chyba, że… nadejdzie widmo rozstania. Chyba, że równanie będzie ujemne. Nieopuszczona deska, buty, sok z kartonu, bałagan i skleroza będą narastać jak lawina. I kiedy ta lawina będzie większa od wartości życia z tym drugim człowiekiem. Wtedy miłość się rozpada. Więcej zaczyna dzielić niż łączyć a przebywanie ze sobą zaczyna irytować a nie sprawiać przyjemność (czy chociaż być naturalne). Wtedy wypada postawić pytanie: czy warto? Na to już niestety nie ma definicji.
Wiem tylko, że widząc siedzącą w parku parę ludzi w podeszłym wieku trzymających się za rękę to jest miłość. I takiej miłości bym sobie i Wam życzyła.






