Zasadź sobie zioło
Kusi, oj kusi….
Kusi dać w mordę szefowi, kusi zaciągnąć piersiastą sąsiadkę pod prysznic, kusi słodkie i perfidne nic-nie-róbstwo, kuszą nałogi, małe i duże skoki w bok, małe i duże przyjemności…
Człowiek lubujący się w usprawiedliwianiu swoich zboczeń wymyślił idealną ripostę: „Jedynym skutecznym sposobem na pozbycie się pokusy to poddanie się jej” przyłowie o ile prawdziwe o tyle katastroficzne w skutkach w połączeniu z ludzką skłonnością do przeginania pałki…
Ostatnio dobiegła mnie i powaliła niczym Rocky Balboa wieść o internetowych petycjach, głosowaniach, bla blaaaa… (wszyscy wiedzą, że podpisanie petycji w Internecie przyniesie tyle zmian ile obietnice obecnego rządu – szanse na COKOLWIEK są raczej dziko… znikome). Petycja głosząca ni mniej ni więcej jak legalizację… uprawy gandzi na własnym parapecie. No tak, zalegalizujmy Maryśkę – niech stanie obok jędrnych kaktusów i podróbki Bonsai z Biedronki… Niech zioło zaszczyci nasze zupy, ciasteczka, jajecznice i… skręty naturalnie.
Przenieśmy się wyobraźnią do takiej Polski… wszędzie zielono, wesoooołooo braaacieee… Kupujemy suszone zioło w kiosku, w paczkach niczym tytoń, doniczkowe w OBI, raj…
Nagle mamy wielu kumpli zza granicy, którzy chętnie wspomogą naszą gospodarkę (oczywiście wszystko zostaje w rodzinie) za kilka ton boskich listków…
Niknie przemysł „podziemia” bo kto to kupi „na lewo”, kiedy masz pewne i czyste u siebie na hacjendzie? Nikt nie będzie frajer, każdy sprawi sobie sadzonkę, bo to stanie się trendy i w ogóle…
Zwolennicy legalizacji przekrzykują się w argumentach. Podobno Maryśka leczy wiele schorzeń i nie jest tak szkodliwa dla organizmu, nie wpływa na świadomość jak legalny i nadużywany przez miliardy ludzi alkohol. Podobno to roślina jak każda inna… (ciekawe czemu po wyjaranej pokrzywie nie ma takich odlotów). Podobno legalizacja uratuje wiele osób przed sięganiem po „cięższe gabaryty”. Podobno unikniemy epidemii HIV/AIDS.
I co najważniejsze PODOBNO staniemy się krajem nowoczesnym i cywilizowanym, racjonalnym i szanowanym (zazdrościć nam będą, może wtedy przynajmniej raz w historii wygramy Eurowizję)…
Wiele tego „podobno”…
Nie mnie oceniać czy argumenty te będą równie sielankowe w praktyce. Tylko czy polski człowiek jest na to gotowy? Czy my siebie nie znamy? Wątpię czy można by wtedy jakoś zapanować nad jaraniem, bakaniem, sztachaniem…
Bo patrząc racjonalnie i nowocześnie – mało to mamy sposobów autodestrukcji?
Mówi się, że gdyby nie legalizacja papierosów to dziś nie pomieścilibyśmy się na globie (zasada na coś umrzeć musimy) – ja mówię „gdyby nie papierosy to etopiryna”.
Wiecie co mam na myśli? Jeśli człowiek nie ma czym się nakręcać to sobie na pewno znajdzie…
Zawsze coś, czym można sobie umilić żywota… Po co gandzia do szczęścia?
Dla podniety?
Kącik filmów archiwalnych youtube ;]
.
.
Read Full Post | Make a Comment ( 3 so far )






